Forum chórzyści i śpiewacy Strona Główna chórzyści i śpiewacy
Chór Ars Cantandi oraz zespół Horeb katedry legnickiej
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy     GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
muzyka liturgiczna

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum chórzyści i śpiewacy Strona Główna -> Liturgia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kamilka
Administrator



Dołączył: 28 Lut 2007
Posty: 501
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Legnica

PostWysłany: Śro 15:05, 31 Paź 2007    Temat postu: muzyka liturgiczna

Co to jest "muzyka liturgiczna"? Jakiej muzyki można używać w liturgii, a jaka się do tego nie nadaje? Skąd wiedzieć, czy dana pieśń jest "liturgiczna", czy nie?

Wielu animatorów muzycznych chciałoby mieć jasny wyznacznik, który pozwoliłby bez trudu zdefiniować muzykę liturgiczną i w pewny sposób oddzielić śpiewy "nadające się na liturgię" od pozostałych. Niestety - taki wyznacznik nie istnieje. Co prawda można bez trudu wskazać pieśni zdecydowanie liturgiczne, a także spory zakres śpiewów zdecydowanie "nieliturgicznych", zawsze jednak pozostanie mnogość utworów, co do których pewności nie ma i... być nie może. Dlaczego?

Dlatego, że liturgia jest rzeczywistością dynamiczną, nie da się zamknąć w ciasnych ramkach regułek i definicji. Aby zastanowić się nad tym, co jest, a co nie jest śpiewem liturgicznym, trzeba najpierw zastanowić się nad tym, po co w ogóle w liturgii muzyka.

Najważniejsze wyznaczniki znajdują się w dokumentach Kościoła. Wszystkich, którzy chcieliby pokrótce zapoznać się z tym, co Kościół mówi o muzyce liturgicznej, odsyłam do wydanej w zeszłym roku książki ks. Andrzeja Filabera pt. "Prawodawstwo muzyki sakralnej". Można tam znaleźć konkretne dokumenty, w których Kościół mówi o muzyce liturgicznej, a także ogólny zarys tego, jak zmieniało się podejście do tego problemu w historii. Ja natomiast chciałbym zastanowić się nad ogólnymi zasadami doboru śpiewów na liturgię.

Czy Mszę św. można - ważnie i godziwie - sprawować bez śpiewu? Oczywiście, przykłady tego mamy w naszych parafiach, gdzie często liturgia w dni powszednie tak właśnie jest sprawowana. Czy zatem muzyka w liturgii w ogóle jest potrzebna? Okazuje się, że tak. Kościół nie mówi o "muzyce w liturgii", ale o "muzyce liturgicznej", a więc stanowiącej integralną część obrzędów.

Muzyka, według dokumentów Kościoła, musi spełniać trzy funkcje. Od tego czy - i jak - je spełnia, zależy uznanie jej za "liturgiczną" lub nie. Te trzy funkcje wymieniam w kolejności dowolnej, nie związanej ze stopniem ich ważności.

Po pierwsze - funkcją muzyki jest czynienie liturgii piękniejszą i bardziej uroczystą. Nie chodzi tu tylko o wymiar estetyczny, ale o piękno sięgające głębiej, o piękno w wymiarze duchowym.

Po drugie - muzyka ma pełnić funkcję formacyjną. Pieśni śpiewane w czasie Eucharystii mają przybliżać nam prawdy wiary, pomagać w zrozumieniu i przyjęciu Słowa Bożego, wyjaśniać i pogłębiać rozumienie treści liturgii (także danego okresu liturgicznego czy konkretnego dnia).

Po trzecie wreszcie - to, co śpiewamy na Mszy św. ma nas jednoczyć, czynić z nas bardziej wspólnotę, jedność w Panu.

Z tych trzech funkcji wynika istota śpiewu liturgicznego. Jeśli mamy wątpliwości, czy dana pieśń nadaje się na liturgię - zastanówmy się, czy spełnia te kryteria. Chciałbym pokrótce omówić konsekwencje wynikające z konsekwentnego ich wypełniania.

Jeśli pieśń ma czynić liturgią piękniejszą i bardziej uroczystą, to... musi być piękna. Banał? Być może, ale zwróćmy uwagę, ile - przepraszam za ostre słowa - kiczu i tandety śpiewamy w naszych kościołach. Wzruszające pioseneczki, przez złośliwych nazywane stylem "sacro-polo", prymitywne pod względem muzycznym, z tragicznymi tekstami pełnymi częstochowskich rymów. Pan Bóg jest cierpliwy i nas kocha, ale mnie czasami aż skręca, jak słyszę, co się śpiewa zwłaszcza na niektórych mszach dla dzieci. Przecież nawet dziecięce piosenki mogą być na dobrym poziomie muzycznym i tekstowym! De gustibus non diputandum est, o gustach się nie dyskutuje, niemniej każdy człowiek wrażliwy na muzykę i - co bardzo ważne - osłuchany, potrafi odróżnić dobrą muzykę od kiczu. Zawsze powtarzam przyszłym muzycznym na rekolekcjach KAMUZO - słuchajcie muzyki! Wyrabiajcie sobie gust. Słuchajcie nie tylko waszych ulubionych stylów czy utworów, ale także klasyki. Żeby być dobrym muzykiem, trzeba umieć słuchać. Nawet osoba będąca fanem rocka, jeśli chce lepiej rozumieć muzykę i wyrobić sobie gust, powinna czasem posłuchać Bacha czy Haendla. Podobnie jest z tekstami - każdy choć trochę oczytany człowiek jest w stanie rozróżnić dobry wiersz od chłamu. Dlaczego zatem nie przeciwstawiamy się tandecie w naszych kościołach?

Dalej. Jeśli pieśń ma pełnić rolę formacyjną, to musi być bardzo starannie dobrana. Żeby przygotować pieśni na konkretną mszę, trzeba znać liturgię słowa, treść tajemnicy dnia (inne pieśni na Zwiastowanie, a inne na Nawiedzenie!), zasady rządzące danym okresem liturgicznym... Treść pieśni musi być także dobrana do charakteru zgromadzenia eucharystycznego - wiadomo, że inne pieśni zaśpiewamy na mszy parafialnej, nieco inne - na rekolekcjach w młodzieżowej wspólnocie, jeszcze inne - na mszy dla dzieci. Niestety - tu także często animatorzy muzyczni, a czasami także nasi organiści, kierują się zasadą "na temat, bo o Panu Bogu". Śpiewa się pieśni, które kompletnie nie pasują do okresu liturgicznego, nie mają nic wspólnego z liturgią słowa, często także kompletnie nie odnoszą się do części mszy św., w czasie której są śpiewane (klasyczne przykłady to śpiewanie pieśni maryjnych w czasie procesji komunijnej czy na uwielbienie). Tak dobrane pieśni często kompletnie nie spełniają swojej roli liturgicznej, wprowadzają tylko zamieszanie i przeszkadzają w głębokim przeżywaniu liturgii. Dlaczego tak bywa?

No i po trzecie. Jeśli pieśń ma jednoczyć wspólnotę, ma być eklezjotwórcza, to musi być bardzo starannie dobrana do konkretnego zgromadzenia wiernych. Wspaniała, czterogłosowa pieśń po łacinie nie spełni wymogów liturgiczności, jeśli zaśpiewamy ją na mszy dla dzieci komunijnych. Po pierwsze dlatego, że dzieci jej nie zaśpiewają, po drugie dlatego, że... oczywiście ani słowa nie zrozumieją. Częsty błąd młodych animatorów muzycznych to robienie z Eucharystii koncertu. My zaśpiewamy, a oni niech słuchają i podziwiają. Błąd! Pieśń ma jednoczyć, a wprowadzanie znanego z teatru podziału na wykonawców i słuchaczy na pewno temu nie służy. Oczywiście, nie znaczy to, że nie można w czasie mszy zaśpiewać pieśni, której zgromadzeni jeszcze nie znają. Można, jeśli poprzez słuchanie będą się modlić, rozważać Słowo Boże. Słuchanie też może być modlitwą - taką pieśń można zaśpiewać np. na uwielbienie. Jednak większość pieśni, a zwłaszcza śpiewy procesyjne (wejście, procesja z darami, procesja komunijna) powinna być śpiewana przez całe zgromadzenie (ewentualnie dialogowo - schola i wierni na przemian). I jeszcze jedno - pieśń ma jednoczyć wokół Chrystusa, a nie wokół scholi czy animatora muzycznego! Nie zawsze aktualne wspólnotowe przeboje są najlepszą propozycją na mszę św. - owszem, wszyscy je znają i śpiewają, ale czy napewno się modlą tym śpiewem, czy tylko dobrze się bawią?

Te kryteria są w gruncie rzeczy bardzo proste. Dlaczego zatem tak często nie są respektowane? Moim zdaniem są trzy powody takiego stanu rzeczy.

Pierwszy - jakże banalny - jest taki, że animatorzy muzyczni, a także organiści (co gorsza, czasami także kapłani...) nie znają przepisów Kościoła dotyczących muzyki liturgicznej. To poważny błąd - tak jakby siąść za kierownicą nie znając przepisów ruchu drogowego. Może to zabrzmi okropnie dydaktycznie, ale apeluję do wszystkich muzycznych, którzy czytają ten artykuł - przeczytajcie choćby książkę, którą wymieniłem na początku (o dokumentach Vaticanum II już nie wspominając).

Drugi powód - to często bezmyślność i chodzenie na łatwiznę. Po co się męczyć, przygotowywać scholę, uczyć nowych utworów, przygotowywać liturgię... Ot, przyjdziemy kwadrans przed mszą i coś się wymyśli. Nie chcę nikogo urazić, ale znam wiele grup i zespołów, które w ten sposób funkcjonują. A potem wszyscy się dziwią, dlaczego grupa się rozpada, dlaczego nagle nikt z tej scholi już nie jest we wspólnocie... Nic dziwnego, ojciec Franciszek Blachnicki mówił, że poziom rozwoju duchowości wspólnoty najłatwiej poznać po jej stosunku do liturgii i sposobie jej sprawowania.

Wreszcie trzeci powód - często zapominamy, czym jest liturgia i po co Kościół ją sprawuje. Ważniejsze dla na staje się nasze "widzimisię", to co nam się podoba lub nie. Przepisy? Dokumenty Kościoła? Nie przesadzajmy, mamy XXI wiek, trzeba być nowoczesnym. Że na przykład w diecezjach polskich niedozwolone jest używanie na liturgii instrumentów perkusyjnych? A, bo ci biskupi tacy niedzisiejsi... Co tam, damy bębenek, konga i tamburyn, będzie fajniej, ludziom się spodoba. Naprawdę - bardzo często wśród animatorów muzycznych, organistów, a nawet wśród kapłanów spotykałem się z takimi postawami. A przecież dokumenty mówią (cytuję z pamięci): "Liturgia jest własnością Kościoła i nikomu, choćby nawet był kapłanem, nie wolno w niej samowolnie nic zmieniać czy dodawać". (Zagadka - skąd pochodzą te słowa i kiedy zostały napisane?).

Pieśni mają w liturgii bardzo ważne miejsce. Dobrze dobrane i mądrze wprowadzane w danym zgromadzeniu mogą przyczynić się do zbliżenia ludzi do Chrystusa, do głębszego przeżywania tajemnic wiary, do wzrostu Kościoła. Ale każdy kij ma dwa końce. Muzyka traktowana jako sposób zabłyśnięcia przed światem, skupiająca uwagę i myśli nie na Bogu, ale na wykonawcy i na tym, co on uważa za "fajne", taka muzyka rozbija liturgię, a przez to - rozbija Kościół. W dokumentach Kościoła można znaleźć także zdanie mówiące o tym, że "...śpiew w liturgii to głoszenie Słowa Bożego, tylko w sposób bardziej uroczysty". Tylko wtedy, kiedy spełniamy to założenie, możemy powiedzieć, że jesteśmy animatorami muzycznymi. Muszę być najpierw animatorem, a dopiero potem "muzycznym", bardziej posługującym, niż artystą. Bo animator to "dający życie".

Jan Halbersztat


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum chórzyści i śpiewacy Strona Główna -> Liturgia Wszystkie czasy w strefie GMT + 4 Godziny
Strona 1 z 1

Skocz do:  

Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 phpBB Group

Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson (http://www.eddingschronicles.com). Stone textures by Patty Herford.
Regulamin